Miesięcznie odwiedza nas 200 000 użytkowników!
ODZIAŁY LOKALNE
Kraków
Łódź
Warszawa
Poznań
Toruń
Wrocław
Szczecin
Katowice
Gdańsk
Białystok
PARTNERZY
Park Hotel**** KUR & SPA W. Buczyński
Komfortowy Hotel zaprasza do Świeradowa Zdroju
Hotel Buczyński Medical & SPA
Nowo otwarty 4-gwiazdkowy hotel w górach
Piękno Twojego Wnętrza
Producent mebli tapicerowanych
Kompleksowa obsługa instalatorów
Praktyczne warsztaty dla instalatorów!
Sklep Montersi.pl
Pomoże rozliczyć podatki za 2016 rok
Zakupy i zabawa
Intymne zakupy online
SONDA
Jak Ci się podoba nowa wersja tvnfakty.pl?

Joanna Kryńska

Uważam się za ogromną szczęściarę. Robię coś, co chciałam robić. Pracuję z bardzo fajnymi ludźmi, którzy są dla mnie autorytetem, a ponadto pracuję w bardzo dobrych warunkach. Spełniam swoje marzenia - mówiła Joanna Kryńska w wywiadzie dla tvnfakty.pl.

Łukasz Ropczyński, tvnfakty.pl: Nie brakowało Ci pracy zawodowej przez ostatni rok?

Joanna Kryńska, TVN24: Bardzo mi brakowało, ale to był dla mnie specyficzny rok. Bardzo trudny. Byłam całkowicie poświęcona temu, co działo się w moim domu. Moja Mama - moja najlepsza przyjaciółka bardzo poważnie zachorowała, ja byłam w ciąży... To co piękne przeplatało się z tym co najtrudniejsze.

Ale wróćmy do pytania o pracę. Pamiętam, jak kilka miesięcy po narodzinach Synka mówiłam mężowi: Boże, żeby chociaż na trzy dni pójść do tej pracy! Żeby odreagować, pobyć w miejscu, które bardzo lubię, w którym się świetnie czuję. Ale to był czas dla Syna. Bezcenny pewnie i dla niego i dla mnie. Teraz z pracy wychodzę z naładowanymi akumulatorami. Mam zdecydowanie więcej energii. Moje "nakręcenie" chyba pasuje mojemu Synkowi.

A nie tęsknisz za sejmowymi korytarzami?

Za tym tęskniłam jeszcze dłużej.

Joanna Kryńska w studiu TVN24 (fot. TVN/x-news)

To już chyba ponad pięć lat bez sejmowych relacji?

Tak, ale to świetne doświadczenie, sejm to miejsce gdzie widać więcej i gdzie można powiedzieć sprawdzam. Jak ktoś chce być dziennikarzem i chce się zajmować polityką, to nie może ominąć tego miejsca.

Zadałem kiedyś podobne pytanie Kamilowi Durczokowi i on stwierdził, że nie trzeba być reporterem, aby być dobrym prowadzącym dziennik.

To pewnie prawda. Ale ja doświadczenie sejmowe sobie cenie. Dużo łatwiej było mi mówić o polityce właśnie dlatego, że wiele czasu tam spędziłam. Tak zdobywałam doświadczenie. Wiedziałam z kim o czym i jak... Ta ciekawość reporterska nadal we mnie jest.

Czy praca w telewizji informacyjnej była Twoim marzeniem od zawsze?

Nie od razu. Chciałam być aktorką ale jakoś nie wyszło, spróbowałam więc dziennikarstwa. Pierwsze kroki stawiałam w ośrodku TVP w Białymstoku. Uczyłam się od starszych, bardziej doświadczonych dziennikarzy. W takich miejscach zaczyna się od parzenia kawy i to chyba żaden wstyd o tym mówić. Nauczyłam się tam wielu rzeczy, ale taki duży dziennikarski świat i osoby, które mnie fascynowały i które podglądałam, poznałam tu.

Kto z tutejszych dziennikarzy był dla Ciebie wzorem?

Justyna Pochanke, Brygida Grysiak... Tu jest wiele fascynujących osób, świetnych dziennikarzy i co ważne dobrych ludzi. Wszyscy tutaj są indywidualistami. W życiu nie przypuszczałam, że będę mogła ich poznać i że będę miała z nimi dobre relacje. Czasem słyszę takie komentarze, że ludzie, którzy pracują w takich wielkich firmach, w telewizji, to osoby, które całkiem inaczej patrzą na świat. To bzdura.

Czy poza TVN są dziennikarze, na których się wzorujesz?

Nie wzoruje się, ale widzę świetnych dziennikarzy z innych redakcji. Lubię pióra redaktorów "Tygodnika Powszechnego", uważam ze poruszają bardzo ważne tematy. Wzory dziennikarskie to Justyna Pochanke, reportersko Brygida Grysiak i jeżeli chodzi o materiały reporterskie, co jest bardzo trudną sztuką – to niewątpliwie mój mąż.

Trudniejszy był ten debiut w listopadzie 2005 roku, jako reporterka, czy prawie rok później w studiu TVN24 jako prowadząca program?

Pamiętam pierwszy dyżur, na Powązkach. Dziwne, że wtedy nie było jeszcze stresu, a taki ogromny przyszedł po trzech dniach. Może dlatego, że bardzo chciałam dać radę, a wiele osób obserwowało to, co robię i oceniało... Pamiętam, że bardzo chciałam dobrze wypaść i jakoś sztucznie się nie napinałam. Z czasem chyba to „napięcie” minęło i została refleksja, że jak czegoś bardzo chcesz i próbujesz, to nie ma takiej możliwości żeby się nie udało. W końcu dostaniesz szansę. Ja ją dostałam w TVN24 i ta pierwsza weryfikacja Adama Pieczyńskiego i Jurka Durlika była pozytywna. Potem chyba też, skoro dalej tutaj jestem.

A sierpniowy debiut prezenterski?

To było po długim dyżurze reporterskim. Chciałam początkowo godzić te dwie role, co się jednak nie udało. Początkowo było tak, że pracowałam w Sejmie, wracałam tutaj wieczorem i miałam dyżury prezenterskie. Siedzenie za tym stołem tutaj, to wyróżnienie, ale mówiłam mojemu szefowi, że tęsknie za pracą reporterki. On uśmiechał się i mówił, że to dobrze, ale wszystkiego nie da się zrobić.

Dziś już nie myślisz o tym, żeby znów być reporterką?

Na razie nie.

Czy określiłabyś siebie jako dziennikarza przegryzającego aorty?

Nie, a ktoś tak myśli o mnie?

Beata Tadla po przejściu do TVP, mówiła w wywiadzie dla Plejady, że w TVN24 oczekiwano od niej, aby w trakcie rozmowy z politykami przegryzała im aorty.

Nie podpisuję się pod tym.

Joanna Kryńska w studiu TVN24 (fot. TVN/x-news)

Często pracowałaś w Poranku TVN24. Czy do ekstremalnie-porannego wstawania można się przyzwyczaić?

Można. Te poranne dyżury są fajne, chociaż wiążą się z tym, że potem muszę swoje odespać. Ale redaktorzy przygotowujący Poranek przychodzą dużo wcześniej. Ja też jestem tutaj wcześniej i sprawdzam wszystko, o czym mówię później na antenie. Poranne wstawanie z taką ekipą jest fajne, chociaż jest taki moment kryzysowy  okol 8 , gdy nieprawdopodobnie chce się spać, ale wówczas jest kawa, kawa i jeszcze raz kawa.

Na początku 2011 roku, w TVN24 na krótko zmieniono formułę weekendowego Poranka i wspólnie z Marcinem Żebrowskim prowadziliście wtedy całe wydania, a nie tylko serwisy.

Był taki eksperyment. To się wiązało z tym, że razem prowadziliśmy Poranek, ale ja oprócz tego miałam jeszcze serwisy. Odnosiłam wrażenie, że na wizji nie da się robić wszystkiego. Skoro Marcin jest osobą, która prowadzi program, nadaje mu jakiś ton, to on powinien robić swoje, a ja swoje. Powrotu do „starej” formuły nie odebrałam w żaden sposób osobiście. To nie jest tak, że prowadzący serwis nie odzywa się poza nim.

Wolisz pracować z Marcinem Żebrowskim czy z Jarosławem Kuźniarem? :)

Zadajesz mi strasznie trudne pytania. Jarkowi mówię – za co jego żona się nie obrazi, bo się przyjaźnimy – że go uwielbiam. Marcin też jest wspaniałym człowiekiem. Z oboma pracuje się świetnie. Tez dlatego, że ja wolę pracować z mężczyznami. Są konkretni, trochę tak jak ja. Przed programem, po programie i w jego trakcie wszystko dzieje się szybko. I w takiej formule łatwiej dogadać się z mężczyzną. Z kobietą połączyłabym jeszcze dziesięć innych tematów i zgubilibyśmy wątek. Praca z Marcinem i Jarkiem to rewelacja.

Co takiego robi Marcin Żebrowski w trakcie serwisów, że czasem ciężko zapanować ci nad śmiechem?

Nie mogę tego powiedzieć :) Marcin Żebrowski ma ogromne poczucie humoru. Czasem tak ogromne, że trudno go uspokoić i trudno samemu się opanować, ale Marcin ma jedną zdolność, której my nie mamy. Cokolwiek by się nie robiło on nigdy nie pokaże swoją miną, że się przed sekundą śmiał. Ja jakoś bardziej emocjonalnie reaguję. Często widać to po mojej minie - ale tylko w momentach które na to pozwalają.. Formuła Poranka jest trochę lżejsza, więc uważam, że ten śmiech widzom nie przeszkadza.

Niektórzy uważają, że Twój śmiech jest zaraźliwy.

Super, o to chodzi.

Joanna Kryńska w trakcie wywiadu dla naszego serwisu (fot. Ł. Ropczyński, tvnfakty.pl)

Co sobie pomyślałaś, gdy Ryszard Cebula przejął od Ciebie program "Prosto z Polski", a potem w "Poranku TVN24" mówił, że dzięki niemu ten program będzie lepszy i skuteczniejszy?

Nawet nie słyszałam tej wypowiedzi. Program w momencie, gdy ja odchodziłam był bardzo dobrze oglądany. Pewnie tak samo dobrze jest oglądany, jak prowadzi go Ryszard. Przyznaje, że do tej formuły bardzo się przywiązałam. W "Prosto z Polski" przedstawiane są często sytuacje graniczne, bardzo trudne. Tam się pracowało z takim poczuciem, że robimy to po to, aby pomóc. Bardzo często tak było. Była cała masa takich sytuacji, że my coś pokazywaliśmy, a potem ktoś pomagał albo jakiś polityk budził się i zajmował się tym, czym powinien się zająć, bo my mu o tym przypominaliśmy. Mój szef doszedł jednak do wniosku że czas na zmianę i to mnie nie bolało, bo dostałam nową szanse. Wróciłam do polityki, od której zdążyłam już odpocząć. Każdą zmianę traktuję jako szansę i z perspektywy czasu dobrze oceniam to co się stało. A do Ryszarda Cebuli po prostu się uśmiecham i życzę mu powodzenia.

Bliżej Ci do spraw społecznych czy politycznych?

Nie mogę odpowiedzieć na to pytanie tak jednoznacznie. Sprawy społeczne bardzo często wiążą się z politycznymi i na odwrót. Polityka mnie "kręci", a sprawami społecznymi żyją  już wszystkie telewizje i to mnie cieszy. To są te tematy, które powinny być jak najczęściej poruszane.

Jak Ci się pracuje w nowym studiu?

Super, fajnie! W ogóle fajnie się tu pracuje :) Czy by było nowe, czy stare. Mamy jeszcze więcej przestrzeni i nieprawdopodobny bim do wykorzystania. Tu jest najnowocześniejsze studio, najnowocześniejsza technologia, którą możemy wykorzystywać. Komfort pracy jest ogromny.

Czy uważasz, że wszystkie tematy, o których mówisz na antenie są warte poruszenia?

Uważam, że jest bardzo wiele tematów, o których nie mówimy, bo brakuje nam już czasu.

Czy zdarza Ci się zapowiadać materiały, które Twoim zdaniem są kompletnie nieistotne?

Nie mogę mieć takiego poczucia, że mówię o czymś, co jest nieważne. Są rzeczy, które mogą mnie akurat mniej interesować, ale to nie oznacza, że to nie jest ważne dla kogoś innego. Ja tu nie jestem dla siebie. Jestem dla innych.

Twoim marzeniem jest prowadzenie głównego wydania "Faktów"?

To chyba marzenie wszystkich, którzy tu pracują i skłamałabym, gdybym powiedziała, że nie. "Fakty" to daleka droga. Ja tak szybko nie galopuję. Są lepsi, więksi, zdecydowanie lepiej przygotowani.

Co by było dla Ciebie szczytem kariery telewizyjnej? "Fakty" czy może jakiś autorski program?

Sukcesem jest robienie tego co się kocha i dobra ocena widzów. Pasmo nie ma aż tak dużego znaczenia. Ciepłe słowa od widzów to paliwo w naszej pracy.

Która z wpadek podczas programu na żywo najbardziej utkwiła Ci w pamięci?

Tak, którą często przypomina mi bardzo wiele osób, czyli moja szalona słowiańska natura i zaśpiewanie piosenki przed Kancelarią Premiera z kolegą, który stał za kamerą.

Ale to było poza wizją.

Oczywiście. Nie wiem kto to zamieścił w internecie, ale to było nie w porządku. Jesteśmy tylko ludźmi.

Na naszym forum spotkało się to z miłymi komentarzami.

Dziękuję za wybaczenie :)

Joanna Kryńska w trakcie wywiadu dla naszego serwisu (fot. Ł. Ropczyński, tvnfakty.pl)

Co byś doradziła młodym ludziom z dziennikarską pasją?

Po pierwsze doradziłabym, że jeśli ktoś chce to robić, to żeby próbował każdym możliwym sposobem. Wiem doskonale, że jest ciężko. Sama dostaję bardzo dużo e-maili od młodych ludzi, którzy skończyli studia, którzy znają dwa, trzy języki i jest mi cholernie przykro, że nie mogą sobie znaleźć miejsca. Z drugiej strony myślę, że jeśli ktoś bardzo chce i próbuje, to w końcu mu się uda. Też miałam taki epizod, że nie pracowałam w tym zawodzie. Ale zdarzyła się okazja i ją wykorzystałam. Uważam się za ogromną szczęściarę. Robię coś, co chciałam robić. Pracuję z bardzo fajnymi ludźmi, którzy są dla mnie autorytetem, a ponadto pracuję w bardzo dobrych warunkach. Spełniam swoje marzenia.

Każdy z Twoich sympatyków wie, że pochodzisz z Podlasia. Jakbyś mnie zachęciła do odwiedzenia tego regionu?

Myślałam, że już cię zachęciłam! :) Ludzie na Podlasiu są bardzo otwarci. Zawsze możesz liczyć na ich pomoc, na podpowiedź... I do tego to piękna podlaskie zaciąganie, ten zaśpiew :) To jest miejsce, w którym odpoczywam. Moje ukochane Siemiatycze, mój ukochany Białystok, moja malownicza, przecudna Białowieża i tysiąc innych terenów na Podlasiu, często jeszcze nie odkrytych, gdzie staniesz z telefonem i nie dodzwonisz się do nikogo, ale usłyszysz wspaniałe dźwięki i zobaczysz malownicze obrazki. W takich miejscach też ładuję akumulatory.

Kto komu wpadł pierwszy w oko na korytarzach sejmowych, Tomasz Marzec Tobie, czy na odwrót?

Ja Tomkowi. Początkowo Tomka po prostu lubiłam i tyle. W mężczyznach interesuje mnie to, co mają w głowie - a żeby to odkryć trzeba czasu, wielu rozmów. Było ich tak wiele ze jesteśmy małżeństwem. Tomka poznałam w sejmie, do dziś mi przypomina jak byłam ubrana. Kiedyś Jurek Durlik szef reporterów zapytał mnie i Brygidę Grysiak czy widzimy w sejmie kogoś kto pasowałby do naszego zespołu - jakiegoś dobrego reportera. Potem okazało się ze we dwie wskazałyśmy Tomka, który pracował wtedy w radiowej Trójce. Jurek zaprosił go na rozmowę, sprawdził jego możliwości i tym sposobem pracujemy tutaj razem, chociaż nie często się widujemy. Dzisiaj jeszcze mojego męża w pracy nie widziałam.

Znając Twoje sportowe zainteresowania chciałem zapytać: Real Madryt, czy FC Barcelona?

Oczywiście, że Barcelona. Guardiola to cudowny, wspaniały człowiek. Ciągle czekam na to, co  zrobi. Wiem, że teraz musi jeszcze odpocząć, ale nieprawdopodobnie  fascynuje mnie jego historia, jego zaangażowanie, jego miłość do tego sportu, jego oddanie rodzinie. Początkowo mówiłam też, że Mourinho to taki twardziel, średnio przyjemny, ale coraz częściej zastanawiam się nad tym, czy gdybym go prywatnie nie poznała, to nie myślałabym o nim inaczej. To jest człowiek nieprawdopodobnie ambitny, a z drugiej strony zamknięty w sobie, co nie oznacza, że zły. To na pewno świetny trener, ale ja sercem jest za Barceloną.

Czy zanim się z Tobą skontaktowałem wiedziałaś, że masz najdłuższy wątek na naszym forum?

Kiedyś o tym słyszałam, ale nie miałam odwagi zajrzeć. Chyba przez to, że kiedyś była taka sytuacja, że ktoś za mnie założył profil na portalu społecznościowym  i zraziłam się do takich form. Zresztą widzowie są bardzo różni w swoich komentarzach, a ja do wszystkiego podchodzę bardzo emocjonalnie. Nie wiedziałam czego mam się spodziewać i nie chciałam żeby było mi przykro. Powiem szczerze, że jak zajrzałam... Kocham tych ludzi! Naprawdę! :)

Czy często odwiedzasz stronę tvnfakty.pl?

Teraz już będę :) Ciekawe czy ci ludzie nie przestaną teraz pisać, jeśli mówię, że zacznę zaglądać.

Rozmawiał: Łukasz Ropczyński, Warszawa 29.11.2012 r.

Łukasz Ropczyński

Dodaj komentarz

Aby dodać komentarz, wypełnij poniższe pola. Każdy komentarz musi przejść proces weryfikacji.

Pola oznaczone * są wymagane.

Lista komentarzy

Lista dodanych komentarzy

Hotel Buczyński Medical & SPA
Park Hotel KUR & SPA
NASZE WYWIADY
FAKTY TVN