Miesięcznie odwiedza nas 200 000 użytkowników!
ODZIAŁY LOKALNE
Kraków
Łódź
Warszawa
Poznań
Toruń
Wrocław
Szczecin
Katowice
Gdańsk
Białystok
PARTNERZY
Hotel Ventus Natural & Medical SPA ****
Rodzinne Boże Narodzenie na Mazurach - na hasło TVN Fakty 5% rabatu
Park Hotel**** KUR & SPA W. Buczyński
Komfortowy Hotel zaprasza do Świeradowa Zdroju
Hotel Buczyński Medical & SPA
Nowo otwarty 4-gwiazdkowy hotel w górach
Piękno Twojego Wnętrza
Producent mebli tapicerowanych
Kompleksowa obsługa instalatorów
Praktyczne warsztaty dla instalatorów!
Sklep Montersi.pl
Pomoże rozliczyć podatki za 2016 rok
Zakupy i zabawa
SONDA
Jak Ci się podoba nowa wersja tvnfakty.pl?

Katarzyna Zdanowicz

Wyznaję zasadę, że rozwijać można się wtedy, kiedy pracuje się z najlepszymi.

fot. MAX

Jak minął Pani swój pierwszy rok pracy w TVN24?

To był bardzo intensywny rok. Dołączyłam do grupy ludzi, z którymi chciałam pracować. Poznałam ich styl pracy, wiele się nauczyłam, miałam też sporo okazji by sprawdzić się w sytuacjach trudnych. Pierwszy miesiąc mojej pracy to prawie same wydania specjalne, począwszy od 20 lipca i strzelaniny w Denver. Siadam za stołem prezenterskim i z tyłu głowy pojawia się jedna myśl – pierwsze wrażenie widza jest najważniejsze albo cię zaakceptuje i polubi albo nie. To duże wyzwanie.

Katarzyna Zdanowicz - debiut w TVN24 - 20.07.2012 - pasmo Dzień na żywo. Fotografia: nouze / tvnfakty.pl/forum

Kiedy przechodziła Pani z Polsat News do TVN24 mowa była o chęci rozwoju zawodowego. Dlaczego akurat TVN24 a nie np. TVP Info czy Superstacja?

Przyrównam to do sportu. Każdy piłkarz nawet z III ligi chciałby chociaż raz w życiu zagrać w reprezentacji. Ja w niej gram już od roku. Wyznajęzasadę, że rozwijać można się wtedy, kiedy pracuje się z najlepszymi. Tylko zespół ludzi kreatywnych otwiera nasze myślenie, daje inspiracje do dalszego działania. Kiedy nie ma inspiracji to nie ma rozwoju, a wtedy pojawia się pustka. To znak, że czas na zmiany.

Kiedy dojrzała Pani do tego, że TVN24 to jest to czego Pani szuka?

Zabrzmi to banalnie, ale TVN24 zawsze był dla mnie wyznacznikiem dziennikarstwa informacyjnego. I wcale nie dla tego, że był to pierwszy kanał informacyjny w Polsce. Podoba mi się sposób reagowania na newsa, rozkładanie go na czynniki pierwsze. Przy tym wszystkim nie ma nadęcia. Jest jedno zadanie – wziąć widza za rękę i dokładnie, krok po kroku wytłumaczyć i oprowadzić go po świecie.

Na wszystko trzeba jednak czasu. Nie od razu robi się to co się lubi czy pracuje tam gdzie chce. Czasami trzeba dojrzeć, zdobyć doświadczenie, umiejętności. Wówczas wszystko smakuje lepiej.

fot. MAX

Obecnym przystankiem w Pani karierze jest TVN24. Ma pani plany co do następnego przystanku?

Oczywiście mam marzenia, ale nigdy nie wypowiadam ich na głos :) Tak poważnie, nauczyłam się za bardzo nie wybiegać w przyszłość. Po prostu realizuje postawione przede mną zadania. Gdzie mnie to zaprowadzi, tego jeszcze nie wiem. To splot wielu sytuacji, determinacji, odpowiedniego miejsca czasu i ludzi.

Wróćmy do Pani początków pracy. Od czego zaczęła się Pani przygoda z mediami?

Wszystko zaczęło się od mojego taty. Dwie rzeczy były pewne, że będą miała na imię Kasia i będę dziennikarką. Myślę, że w ten sposób chciał zrealizować swoje niespełnione marzenie. Tak często o tym mówił, aż w końcu połknęłam bakcyla. I poszło. Warsztaty dziennikarskie, radio, gazeta, lokalna telewizja... Musiał nieźle mnie ukierunkować, bo pamiętam, że gdy miałam 15 lat zamiast jechać na wakacje wolałam iść na staż.

Pierwsze kroki na poważnie stawiała jednak Pani w TV Solec. To już nie był zwykły wakacyjny staż a prawdziwy etat?

To moja pierwsza poważna praca. Zaczęłam jeszcze w szkole podstawowej i pracowałam do końca szkoły średniej. Przygotowywałam coś w rodzaju lokalnych informacji. Co tydzień z operatorem Jarkiem mieliśmy do nagrania kilka wiadomości. Stres niesamowity, pierwszy kontakt z kamerą. Nie było promptera, wszystko z pamięci… Do dziś u mojej mamy stoją na półce kasety z nagraniami - śmieje się że to niekończący się serial z jednym aktorem… tyle ich jest.

Czym dla Pani różni się praca w radiu i telewizji?

W radiu czas biegnie wolniej, spokojniej, jest kameralnie. W telewizji wszystko dzieje się szybciej. Kiedy przychodzę do pracy jedno jest pewne - nie wiem jak będzie wyglądał mój dzień. Może być spokojnie, a może być wydanie specjalne. Wyzwala to dużą adrenalinę, ale jednocześnie potrzebna jest duża odporność psychiczna.

(fot. epsztajnek / tvnfakty.pl/forum)

A różnica pomiędzy TVN24 a Polsat News?

Ocenę pozostawiam widzom.

Zgodzi się Pani ze stwierdzeniem, że polskie media informacyjne się tabloidyzują?

Niestety zmusił ich do tego Internet. Trzeba walczyć, by utrzymać oglądalność. Każdy robi to tak jak umie. To, że newsy są po części rozrywką, muszą być atrakcyjne. To nic nowego. O tym już w latach 80. pisał Neil Postman w książce „ Zabawić się na śmierć”. Pokazał na różnych przykładach, że życie na szklanym ekranie jest często ważniejsze od rzeczywistości. A skoro ważniejsze to musi być ciekawie pokazane. Pytanie czy umie się znaleźć złoty środek.

TVN24 w porównaniu z konkurencją radzi sobie z tym?

Według mnie tak. Jest wiele programów którym nie można zarzucić szukania tanich newsów. "Czarno na białym", "Horyzont", cykl dokumentów które poleca Ewa Ewart to programy, które szerzej pokazują dany problem. Jest też "Xięgarnia', program o książkach. To w telewizji już rzadkość.

Pani mąż mówi, że jest Pani uzależniona od pracy. Jak więc pogodzić sprawy rodzinne z zawodowymi by nikt na tym nie cierpiał? Dlaczego zdecydowała się Pani pracować w weekendy?

Jestem uzależniona od pracy i słodyczy. Ostatnio z tym drugim jestem w separacji. Co do rodziny i pracy – trudno to pogodzić. Trzeba mieć mądrego i wyrozumiałego męża (śmiech). Na szczęście mój mąż również pracuje w mediach, więc wie jak trudny dla rodziny bywa ten zawód. Oboje wychodzimy z założenia, że trzeba robić to co się kocha…. I jak to z miłością bywa, czasem jest trudna, zwłaszcza w weekendy, bo kocha się i pracę i rodzinę. Jak na razie udaje się nam to wszystko pogodzić i nie zamierzam narzekać, bo wiedziałam na co się godzę :) Dostałam propozycje pracy w weekendy. Propozycje trudną, ponieważ to specyficzny czas. Trzeba tak przygotować program by widz miał ochotę zaprosić nas w wolny dzień do domu. Traktuję zatem to pasmo, jako duży kredyt zaufania, który dostałam od swojego szefa. Trzeba to zobowiązanie spłacić. Moja rata to odpowiednie przygotowanie.

fot. MAX

Wspólnie z Igorem Sokołowski postanowiliście Państwo wprowadzić nową formułę weekendowego „Dnia na żywo” w TVN24. Co było głównym powodem, że zdecydowali się Państwo na taką formułę? Chcieli mieć Państwo namiastkę własnego programu?

Pomysł pojawił się spontanicznie. Wspólnie z Igorem i naszym wydawca, Kasią Ramotowską, chcieliśmy by pasmo weekendowe różniło się od codziennego Dnia na żywo. W weekend funkcjonujemy inaczej, mniej się śpieszymy, czasami potrzebujemy czasu by się nad czymś się zastanowić, mamy w sobie więcej luzu, ale jednocześnie chcemy być dobrze poinformowani. I takie miało być to pasmo.

Często się jednak zdarza że z duetu Zdanowicz-Sokołowski zostaje tylko Katarzyna Zdanowicz i prowadzi Pani wtedy program z innym kolegą redakcyjnym. To jest dla Pani jakieś utrudnienie, dyskomfort, czy nie ma dla Pani większego znaczenia z kim prowadzi program?

Duet Sokołowski – Zdanowicz nie zawsze występuje razem, bo czasami trudno to pogodzić z innymi obowiązkami. Igor, jak zapewne Pan wie, bardzo często jest tez gospodarzem poranka. Na szczęście wszyscy się lubimy.

Wyobraźmy sobie przez chwilę, że rozmawia Pani teraz z Kamilem Durczokiem i Adamem Pieczyńskim, którzy proponują Pani dołączenie do zespołu „Faktów”. Zgadza się Pani?

Nie mam aż tak bujnej wyobraźni :)

Zawsze zamierza Pani przekazywać informacje w studiu widzom i rozmawiać z zaproszonymi gośćmi, czy może planuje Pani w przyszłości jakiś własny program np. publicystyczny?

Widzę, że usilnie próbuje się Pan dostać do sfery moich marzeń :) Na razie nie zamierzam opuszczać informacji. Prawdziwa publicystyka to wisienka na torcie. Wierzę, że mam przed sobą jeszcze długą ścieżkę rozwoju zawodowego.

A jak się pracuje w nowym studiu stacji?

Rewelacyjnie. Mam wrażenie jakbym pracowała w amerykańskim studio. Duży stół prezenterski ustawiony na środku i otoczony wieloma stanowiskami pracy (producentów, edytorów, wydawców) powoduje, że czuje się prawdziwą newsową atmosferę. Jednocześnie jest się w sercu samej redakcji.

W trakcie swojej przygody telewizyjnej pracowała Pani również w TV Biznes. Czuła by się Pani teraz na siłach, by w TVN CNBC prowadzić jakiś program, pasmo?

To był epizod. Antena, która pozwoliła na krótko przed uruchomieniem Polsat News sprawdzić swoje umiejętności, nabrać ogłady antenowej. Ponieważ interesuje mnie wiele dziedzin ( polityka, społeczeństwo, biznes) na razie nie zamierzam kierunkować się wyłącznie na sprawy gospodarcze. Często jednak oglądam kolegów z TVN CNBC, by później móc z nimi rozmawiać jak równy z równym, a nie są to łatwe tematy.

Ma Pani jakiś szczególny sentyment do któregoś z poprzednich miejsc pracy bądź prowadzonego programu, czy wychodzi Pani z założenia, że to już było, już nie wróci i nie warto do tego wracać nawet w myślach?

Bardzo miło wspominam pracę w radiu. Nie powiem nic odkrywczego, ale w radiu niesamowita jest atmosfera. Radio uczy też mówić.

W Polsat News tworzyła Pani wraz z Markiem Kacprzakiem pasmo „Nowy Dzień”. Nie myślała Pani aby w TVN24 współtworzyć Poranek TVN24 „Wstajesz i Wiesz” lub „Wstajesz i Weekend”?

To byłoby duże wyzwanie. Poranek to trudne pasmo, ale jednocześnie chyba jedyne, w którym bardzo można pokazać siebie. Jarek Kuźniar postawił wysoką poprzeczkę.

Ma Pani jakiś wzór dziennikarza polskiego bądź zagranicznego?

Oj wielu. Może nie wzór, ale osoby od których warto się uczyć. Cenie Barbarę Walters - pierwszą kobietę w dziedzinie informacji, która zaczęła robić wywiady z najważniejszymi osobami na świecie. To jest takie dziennikarstwo, które warto kontynuować.

Czuje się Pani czasem niekomfortowo w studiu telewizyjnym?

Największym dyskomfortem jest dla mnie cisza. Uczę się by jej nie zagadywać. Cisza potrafi być bardziej wymowna, niż niejedno zdanie.

Własne wpadki jak Pani traktuje? Bardziej na poważnie, czy na wesoło?

Zależy jaka. Przejęzyczenia bywają czasem zabawne, wpadki merytoryczne już nie. Trudno jednak ich uniknąć kiedy mówi się non stop.

Najbardziej pamiętam jak zapowiadała Pani biznes i zapomniała Pani nazwę stacji. Mina jaką Pani zrobiła była magiczna.

Musiałam nieźle Pana zaczarować, że Pan to jeszcze pamięta… Do dziś nie wiem jak to się stało. Miałam „przed oczami” logo stacji, nie byłam jednak w stanie wypowiedzieć jej nazwy. Nauczona doświadczeniem przed każdą rozmową zapisuję sobie teraz z kim będę rozmawiać, nawet jeżeli kogoś znam od kilku lat.

Czy według Pani dziennikarz informacyjny powinien zajmować się tematami rozrywkowymi?

To pytanie o wiarygodność. Te światy bardzo się przenikają. W Internecie widz ma szybki dostęp do obu dziedzin życia. Tego też oczekuje od telewizji. We wszystkim trzeba jednak zachować umiar.

Na przykładzie Beaty Tadli „Kawa czy herbata” i „Wiadomości” to dobre połączenie?

Proszę mnie zwolnić od tej oceny.

Utożsamia się Pani z opiniami, że TVN jest dla lemingów?

Nie lubię szufladkowania. Poza tym co znaczy leming? Powstało tyle definicji, że trudno za tym nadążyć. Jeśli odwoływać się do definicji prawicowych dziennikarzy, którzy twierdzą, że leming to osoba nie potrafiąca samodzielnie myśleć, czy jak uważa Rafał Ziemkiewicz - chemicznie wyprana z podejrzliwości wobec tego, co słyszy, szczególnie od władzy to nie zgadzam się na obrażanie widza. To oznaczałoby, że każdy inny to inteligentny i prawdziwy Polak. I tylko ich media mówią prawdę.

Sam Edward Miszczak w jednym z wywiadów mówił, że lemingi nie lubią jak się śmieje z Platformy Obywatelskiej. Dodał, że widzowie TVN to wyborcy PO. Pani zdaniem TVN24 sprzyja politycznie PO?

Nie sprzyja żadnej. Problem leży gdzie indziej. W Polsce nie lubimy ludzi którzy odnoszą sukces, taki nasz narodowy feler. Potrafimy za szybko przypiąć łatkę, żeby było wiadomo, w którą stronę rzucać błotem.

Katarzyna Zdanowicz podczas pisania pozdrowień dla TVNFakty.pl (zdjęcie: Mateusz Bugajski)

Pracowała Pani w TV Solec, a jak wiadomo, małe telewizje są często finansowane przez lokalne władze. Ma to wpływ na obiektywizm, czy jednak obecnym władzom trzeba sprzyjać?

Chyba mam dużo szczęścia, bo nie spotkałam się z czymś takim. Powtórzę zdanie Margaret Thatcher - „Jeżeli chcesz by wszyscy cię lubili, to musisz o każdej porze dnia chodzić na kompromisy”. Dziennikarz nie może nie zadawać trudnych pytań, uginać się. Tego od nas wymaga etyka zawodu.

W telewizji jako widz, czego Pani szuka?

Informacji (śmiech). To jest tak, że jesteśmy tym trochę skażeni. Jestem ciekawa co się wydarzyło.

Co jeszcze Pani robi w wolnym czasie?

Uwielbiam szybką jazdę. Wtedy odpoczywam i ładują baterię.

Zdawała sobie Pani sprawę ilu ma sympatyków na łamach tvnfakty.pl?

Do tej pory nie… a jest trochę to miłe (śmiech).

Odwiedza nas Pani czasem?

Będę… Podziwiam osoby, które uważnie obserwują co dzieje się na antenie. Z tych zdjęć powstałby całkiem pokaźny album. Dziękuję :)

Rozmawiał: Mateusz Bugajski, Warszawa, 27.06.2013

Mateusz Bugajski

Dodaj komentarz

Aby dodać komentarz, wypełnij poniższe pola. Każdy komentarz musi przejść proces weryfikacji.

Pola oznaczone * są wymagane.

Lista komentarzy

Lista dodanych komentarzy

Hotel Buczyński Medical & SPA
Park Hotel KUR & SPA
NASZE WYWIADY
FAKTY TVN